Prolog I
Świątynia zadrżała od kolejnego potężnego uderzenia. Kapłanki stały niewzruszone utrzymując barierę. Ich twarze wyrażały ogromne skupienie, a drżące ciała ukazywały wielki wysiłek. Z góry spadały kolejne kawałki pomarańczowej skały. Wyglądało na to, że sklepienie jaskini długo nie wytrzyma. Posąg bogini przechylił się niebezpiecznie w stronę skamlących chorych. Wszędzie panował przeogromny chaos. Podłoga zaczynała pękać ukazując dolną warstwę nieba.
-Wyspa się rozpada! – krzyknęła jedna z kapłanek omal nie spadając w czeluść. – Mój kryształ się wyczerpał!
-Hanno! Zabierz kamień od jednej z nowicjuszek. Jej tarcza powoduje więcej szkód niż pożytku! – krzyknęła kobieta w białej szacie.
Dziewczyna spojrzała na nią i kiwnęła głową. Niezwłocznie wyrwała młodszej szklany klejnot i zaczęła tworzyć tarczę. Nie mogła uwierzyć w to co się działo. Zielony Kamień zaatakował świątynię. Zza tarczy widziała stłoczoną masę skrzydlatych stworów uderzających w kamienne ściany. Podłużne wężowate Hydry szalały za magicznym polem. Ich cielska zderzały się ze sobą i splatały. Dumne stworzenia przypominające legendarne smoki rzuciły się na tarczę. Ta zadrżała omal nie pękając.
-Nie poddawajcie się! Żaden z siedmiu narodów nigdy nie zdobył murów Arkadii i tym razem nie dopuścimy wrogów! – krzyczała wyższa kapłanka.
Sytuacja była trudna nie tylko z powodów niebezpieczeństwa. Właściwie nawet Hanna nie wiedziała kto ma rację. Kapłanki chronią wiedźmę, która zabiła setki, a nawet tysiące istnień. Co gorsza nie wydawało się aby miała zamiar kiedykolwiek przestać. Niestety według praw zakonu nie mogą pozwolić na zabranie wbrew woli swojej podopiecznej. Sytuacja była co najmniej beznadziejna.
Tarcza nie mogła się już dłużej utrzymywać, szklane kryształy nie miały wystarczającej mocy, aby powstrzymać wojska. Tarcza pękła niczym szyba, dokoła posypały się odłamki. Masa stworów wleciała w obręb ołtarza. Wszystkie kapłanki wpadły w panikę i rozbiegły się na wszystkie strony. Hanna schyliła się unikając wielkiego cielska. Hydra uderzyła w posąg roztrzaskując go na kawałki. Wszystko coraz bardziej się trzęsło, a wyspa traciła równowagę.
Dziewczyna schowała się za kolumną przy drzwiach do pokoi sypialnych. Było to olbrzymim błędem, bowiem żołnierze zsiadłszy ze skrzydlatych wierzchowców ruszyli w stronę tych właśnie drzwi. Kapłanka pisnęła widząc kolumnę ludzi uzbrojonych w długie włócznie z czarnymi ostrzami. Ich marsz nie był prędki, ale zbliżali się nieubłaganie.
W tym momencie przed szereg wyskoczyła starsza zakonnica trzymając przed sobą szklany naszyjnik. Wyraz jej twarzy wyrażał determinację.
-Jak śmiecie naruszać świątynię! To teren neutralny! – krzyknęła powoli cofając się do tyłu.
-Ale jest pod opieką naszego systemu, więc łamiąc prawo stajecie się wrogiem – odparł wysoki mężczyzna z długą szramą ciągnącą się od oka, aż po brodę. – Oczywiści dopóki nie zabierzemy czarownicy!
-Prosiła ona nas o schronienie… Zasady naszego…
-Właśnie tu tkwi problem – przerwał jej idąc dalej. – Wasze zasady powinny być podporządkowane, wyspom do których należycie!
Kobieta nie miała już się gdzie cofnąć. Uśmiechnęła się smętnie spoglądając na twarze wszystkich kapłanek stłoczonych pod nogami bogini. Jej kryształ zalśnił bladym blaskiem. Owalna tarcza pojawiła się przed nią. Chroniła ją, dziewczynę i wejście do sypialni.
Na twarzy mężczyzny pojawił się zniesmaczony grymas. Człowiek wyciągną krótką laskę kończącą się zielonym klejnotem. Za laską podążała zbita szafirowa masa przypominająca wodę. Rzecz uderzyła w białą ścianę. Tracza straciła swój początkowy blask, ale utrzymała się.
-Lecznicze światło nie przetrwa w starciu z bojowym klejnotem – parsknął jeden z żołnierzy.
Tak jak powiedział, tarcza po drugim uderzeniu zaczęła migotać, aż pękła.
-Hanno uciekaj! – krzyknęła kapłanka, ale było za późno.
Wielki głaz runą na dziewczynę. W tym momencie generał wyciągną laskę do przodu, a masa wystrzeliła tworząc cienką zieloną osłonę. Odłamek skalny sturlał się z tarczy na ziemię, a pole zapadło się wrzucając Hanne do sypialni. W następnej chwili kolejny kamień zatarasował przejście.
***
-Cholerna Dziewczyna! – zaklął spoglądając na wielki głaz tarasujący drogę.
Nie mógł jej pozwolić zginąć, ale przypłacił to cennym czasem. Potrzebował go mnóstwo, bowiem wiedźma słynęła z ucieczek. Miała przecież ponad dwieście lat praktyki. Ze złości kopną kamień. Nagle ktoś złapał go za ramię.
-Dobrze zrobiłeś – powiedziała wyższa kapłanka. – Bogini na pewno ci się odwdzięczy.
Generał uśmiechnął się z niesmakiem. Brakowało jeszcze tego pobożnego bełkotu. Gestem ręki kazał jej się odsunąć. Właśnie otwierał usta aby coś powiedzieć, gdy przerwał jemu jego podkomendny.
-Generale! Rozmowy z kapłankami mogą zostać źle odebrane przez admirała, bądź króla.
-A właśnie! – odparł. – Odpowiadam tylko przed nimi… Nie przed tobą! Wracaj do szeregu!
Speszony rozmówca wycofał się.
-On chciał dobrze – zapewniła.
-Może i dobrze, ale ja nie muszę się martwić takimi procedurami – parsknął. – Jestem w końcu trzecią najważniejszą osobą na Zielonych Wyspach.
Głosuj (4)
Silverado 07:49:07 19/09/2011 [
Powrót]
Komentuj
O matko. Dawno się tak nie wciągnęłam w opowiadanie... Mam nadzieję, że kolejna notka pojawi się szybko, bo mam ten, no... niedosyt. Pomysł wspaniały, twój styl jest niesamowity. No po prostu cię uwielbiam~ *-*
paradichlorobenzen 16:03:13 23/09/2011
zalogowany |
http://paradichlorobenzen.blog4u.pl/ IP: zalogowany